I znów do góry



Stawki WIBOR wróciły do wzrostów, po tym jak Adam Glapiński, prezes NBP, zapowiedział w Davos dalsze podwyżki stóp, „do czasu aż będzie pewność, że inflacja trwale się obniży”. Podniosła się także rentowność dziesięciolatek.

Rynki bazowe wykazują mniej zdecydowania i rentowność obligacji niemieckich oraz amerykańskich porusza się w coraz węższym zakresie, co sugeruje, że wkrótce możemy spodziewać się silnego ruchu. Dominujący trend jest oczywiście wzrostowy dla rentowności i spadkowy dla cen, ale nie można też wykluczyć, że po osiągnięciu punktu przesilenia inwestorzy zaczną obligacje kupować. Zwłaszcza, gdyby w tym samym czasie pojawiła się potrzeba pilnego znalezienia bezpiecznej przystani. Póki jednak takiej potrzeby nie ma (rynkową odwilż wykorzystują indeksy giełdowe), bezpieczniej przyjąć, że rynek obligacji schładza się po wcześniejszych emocjach, a siła korekty – na razie niezbyt wielka – wskazuje, że potencjał wzrostowy (rentowności) nie został wyczerpany.

U nas wydarzeniem ostatnich dni była prezentacja warunków emisji nowych obligacji oszczędnościowych w ofercie Ministerstwa Finansów. Papiery roczne i dwuletnie otrzymały oprocentowanie zmienne oparte o stopę referencyjną NBP, przy czym kupon papierów dwuletnich został dodatkowo powiększony 0,25 pkt proc. marży. Niby jest to standardowa premia między obligacjami podobnego typu o różnych tenorach (np. marża ponad inflację od obligacji dziesięcioletnich o jest o 0,25 pkt proc. wyższa niż czteroletnich), ale przy niewielkiej różnicy w terminie wykupu, oferowaną premię można uznać za znaczącą. Odsetki w obydwu przypadkach będą wypłacane co miesiąc, zatem mimo okresu inwestycji, obligacje roczne i dwuletnie uzyskały lepsze warunki niż większość dostępnych lokat bankowych, zaś koszt przerwania inwestycji ustalony został na poziomie na tyle niskim, że bardziej opłaca się zakup papierów rocznych i wycofanie środków po trzech miesiącach niż obligacji trzymiesięcznych. Premia dla obligacji dwuletnich ustalona jest na poziomie, o który WIBOR 6M zwykle (czyli w okresie bez oczekiwanych zmian stóp procentowych) przewyższa stopę referencyjną, więc dwuletnie obligacje są też opcją lepszą niż trzyletnie, szczególnie w okresie wzrostu stóp. A zapowiedź prezesa NBP tym razem może być brana pod uwagę całkiem serio. Jeśli stopy wzrosną o 100 pkt łącznie po dwóch najbliższych posiedzeniach RPP, dwulatki będą oprocentowane na 6,5 proc. Z miesięczną wypłatą odsetek i ryzykiem kredytowym obniżonym do ratingu skarbu państwa, te papiery staną się numerem jeden wśród krótkoterminowych form lokowania kapitału. Oczywiście, o ile banki nie wymyślą czegoś, by pieniądze oszczędzających jednak zatrzymać (banki płacą jednak podatek od aktywów, a MF nie – konkurencja nie jest więc uczciwa).

Ale każdy medal ma dwie strony. Jeśli banki podejmą rękawicę, koszty odsetkowe depozytów wzrosną i będą musiały znaleźć odbicie w cenie kredytów.

Co z papierami korporacyjnymi? Myślę, że można mówić o normalizacji spreadów. Dotąd trudno było inwestorom indywidualnym wytłumaczyć, że emitenci obligacji korporacyjnych płacą premię w stosunku do rentowności papierów skarbowych, ale praktycznie niedostępnych dla zwykłych śmiertelników. Benchmarkiem były obligacje oszczędnościowe, których oprocentowanie ustalano na poziomie rażąco niskim i w relacji do rentowności i w relacji do inflacji. Po podniesieniu oprocentowania (MF podniosło je dla wszystkich serii), zmienił się tylko punkt widokowy, ale krajobraz jest de facto ten sam.

Źródło: Obligacje / Emil Szweda

Artykuł I znów do góry pochodzi z serwisu Inwestycje.pl.

Leave a Reply